Mecz jesieni dla Włókniarza.

2020-10-13
Michał
Piłka nożna
190
W sobotę w Zgierzu zmierzyły się dwie niepokonane ekipy obecnych rozgrywek. Liderujący Włókniarz podejmował ustępującą mu tylko bilansem bramek ekipę LZS-u Justynów. Na ten mecz czekali kibice, trenerzy i piłkarze obu zespołów. Tej jesieni było wiadomo, że zwycięzca tego meczu weźmie wszystko.

Goście do Zgierza przyjechali w praktycznie pełnym składzie. Zabrakło jedynie Damiana Lewosinskiego oraz kontuzjowanego Kacpra Zielińskiego. Trener długo wahał się jakie wybrać ustawienie. W końcu zdecydował się zagrać w klasycznym 4-4-2, które w tym sezonie dało Justynowowi 18 punktów i 23 strzelone gole. Miejsce na lewej obronie zajął Tomek Wachowiec przesunięty ze środka obrony, na którą wrócił rekonwalescent Kuba Sapiński. Na skrzydłach trener postawił na doświadczenie, tym razem Kacper Ambrozik musiał zasiąść na ławce rezerwowych podobnie jak napastnicy Adrian Rzepecki i Przemek Bartosik. Miejsce w pierwszej linii zajęli Igor Jagodziński i Krzysiu Pawlak.

Spotkanie rozpoczęło się od ataku miejscowych. Już w 2 minucie nieporozumienia Marcina Milczarka i Kuby Sapińskiego o mały włos nie wykorzystałby lewoskrzydłowy Włókniarza lecz strzelił słabo, wprost w Pawła Worotnickiego. Kolejną okazję Zgierz wypracował kilka minut później. Po rzucie rożnym zawodnik Włókniarza główkował minimalnie niecelnie. Kto by się spodziewał, że do 64 minuty będą to jedyne dogodne akcje miejscowych. Powoli justynowianie dochodzili do głosu. Cierpliwie rozgrywali piłkę lecz bardzo często byli nieczysto zatrzymywani przez zawodników Włókniarza, którzy nie patyczkowali się z naszymi piłkarzami. Właściwie każde zagrożenie, każde dojście do piłki kończyło się lekkim szturchnięciem, kopnięciem, podcięciem. Z tego też powodu gwizdek sędziego zdominował tą połowę meczu. Co nie udało się własnymi akcjami udało się po błędzie Włókniarza. Bramkarz rywali podczas wybijania piłki w narożniku boiska poślizgnął się. Futbolówka trafiła pod nogi Igora Jagodzińskiego, który strzelił chyba najłatwiejszą bramkę w karierze. Wielka radość gości i konsternacja w szeregach Zgierza. Niestety LZS nie poszedł za ciosem. Gra toczyła się w środku. Obie drużyny bały się zaryzykować, więcej było walki niż dobrego futbolu. W 38 minucie po dynamicznym rajdzie Kamila Karpińskiego Krzysiu Pawlak w dobrej sytuacji posłał piłkę ponad poprzeczką i na tym emocje w pierwszej części się skończyły.

Na drugą połowę LZS wyszedł bez zmian. Zmiany natomiast były w drużynie Włókniarza i to rezerwowi dali tej ekipie drugie życie. Co prawda w 52 minucie znów Krzysztof Pawlak o mały włos nie podwyższył prowadzenia. Jego silny strzał z woleja poszybował pół metra obok prawego słupka. Gdyby strzał był celny byłaby to z pewnością bramka sezonu. W 54 minucie chytry strzał z rzutu wolnego nogami broni Worotnicki. Niestety w 64 minucie był już bezradny. Prawoskrzydłowy Włókniarza wyprzedził naszych obrońców. Wykorzystał nieporozumienie Rafała Pankiewicza, który myślał, że do piłki wystartuje Worotnicki. Tak się jednak nie stało i po podaniu z najbliższej odległości piłkę wpakował do naszej bramki napastnik Włókniarza. Wielka szkoda bo do tej chwili mecz wydawał się pod kontrolą gości. Po minucie Justynów mógł odpowiedzieć w najlepiej możliwy sposób. Igor Jagodziński został wypuszczony w uliczkę między środkowych obrońców. W sytuacji sam na sam zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału i z gola wyszły nici. Niestety niewykorzystane sytuacje się mszczą. Zamiast 2:1 dla LZS w 75 minucie było 2:1 dla Włókniarza. Po rzucie rożnym i wrzutce na „bliższy” słupek padł gol, który był błędem w kryciu na polu karnym. Po tej bramce Justynów ruszył do odrabiania strat. Niestety robił to bardzo chaotycznie. Do tego nad Zgierzem rozpoczęła się nawałnica, która nie pomagała w grze obu zespołom. Brakło w tym momencie w drużynie LZS-u świeżej krwi. Aż prosiło się by za zmęczonych Skrzydłowych Grzesia kopci i Kamila Karpińskiego, którzy przez 70 minut toczyli z obrońcami Włókniarza ostre boje wprowadzić wypoczętych skrzydłowych. Trener zdecydował się tylko na zmianę dobrze grającego lecz zmęczonego Jagodzińskiego na Oskara Błaszczyka licząc na spryt młodego gracza. Na domiar złego kontuzji żeber doznał Tomasz Wachowiec. Za niego na boisku pojawił się Sylwek Kurnatowski.

Po strzeleniu dwóch goli Włókniarz chciał jak najszybciej zamknąć ten mecz. W 79 minucie katastrofalny błąd popełnił jeden z naszych filarów Michał Biernacki. W środku pola mając tylko bramkarza za plecami stracił piłkę. Prezent na bramkę zamienił napastnik Włókniarza. Mimo, że do końca zostało tylko 10 minut Justynowianie nie poddali się. W 82 minucie po lewym skrzydle akcję rozpoczął aktywny Krzysztof Pawlak. Minął obrońcę i posłał podanie wzdłuż bramki, które na gola zamienił zamykający akcję Kamil Karpiński. W szeregach Justynowa zaświtała nadzieja na remis. Kilka minut później znów Krzysiu Pawlak wpadł w pole karne Zgierza, gdy składał się do strzału wpadł w niego obrońca gospodarzy. Gwizdek sędziego …. i żółta kartka dla naszego napastnika za próbę wymuszenia rzutu karnego. Wielka szkoda. Daję głowę, że duża część arbitrów mogłaby bez wahania wskazać na wapno. W 92 minucie Włókniarz dobił naszą drużynę. Będąc na 25 metrze napastnik Włókniarza zdecydował się na mocny strzał na naszą bramkę. Na mokrej murawie piłka skozłowała przed Pawłem Worotnicki i wpadła do siatki. Po chwili sędzia skończył mecz. W szatni Justynowa panował smutek. Piłkarze dobrze wiedzieli, ze tym razem to rywal był lepszy. Dodając, że tego meczu wcale nie musieliśmy przegrać. Na pewno brakło drużynie pomocy z ławki. Gdy nie był czego bronić na boisku powinni się znaleźć rezerwowi. Młodzieńcza bojaźń Ambrozika czy Kińskiego, doświadczenie Rzepeckiego, siła Filipaka niestety nie zostały wykorzystane. Szkoda. Czasem warto zaryzykować, szczególnie gdy wynik jest niekorzystny, a gra się nie klei. W sobotę nasi piłkarze byli o krok wolniejsi od rywala, rzadko udało się ich ubiec, wyprzedzić. Być może dwutygodniowa przerwa źle wpłynęła na ich formę. Justynowianie z całym szacunkiem dla lidera zagrali swój najsłabszy mecz w tej rundzie. Szczególnie w ofensywie. Niewidoczny był Grzesiu Kopeć szczelnie kryty na prawym skrzydle. Kamil Karpiński leżał faulowany na boisku chyba 15 razy. Ciężkie boje w przodzie toczyli nasi napastnicy. Niestety w tym meczu trzeba było strzelić wszystko co się miało, a w dogodnych pozycjach obaj po razie dali ciała. Trudno, to był tylko jeden mecz. Ważny, ale tylko jeden. Wcale nie musi być tak, że to on będzie decydujący. Do końca rozgrywek pozostały trzy mecze jesienią i cała wiosna. I to właśnie wtedy będziemy gościć rywala ze Zgierza na własnym boisku, a wtedy wystarczy wygrać 2:0. Tyle i tylko tyle.

Włókniarz Zgierz – LZS Justynów 4:2 (0:1).
Bramki dla LZS Justynów: Jagodziński 12’, Karpiński 82’.
Skład LZS Justynów: Worotnicki – Szumicki, Pankiewicz, Sapiński, Wachowiec (77’ Kurnatowski), Kopeć, Biernacki, Milczarek, Karpiński, Pawlak, Jagodziński (76’ Błaszczyk).
Widzów 150 w tym 40 z Justynowa.
M.P.

P.S. Strona www.lzsjustynow.pl specjalnie na to spotkanie przygotowała kulisy meczu oraz wypowiedzi pomeczowe. Niestety użyty sprzęt nie spełnił swoich możliwości i materiał trafił do „kosza” za co i czytelników i rozmówców serdecznie przepraszamy.



Ostatni mecz
Biuletyn
Jeśli chciałbyś otrzymywać informacje na temat naszego klubu, pozostaw maila.