Nadrabiamy covidowe zaległości. W środę gramy z Błękitnymi Dmosin.

2021-06-01
Daniel
Piłka nożna
140
W najbliższą środę o godzinie 18:00 seniorzy LZS Justynów na swoim boisku rozegrają kolejny mecz mistrzowski. Rozgrywki przyśpieszyły czemu nie należy się zbytnio dziwić. Przełożone cztery pierwsze kolejki wiosny w końcu trzeba rozegrać. Mecz z Błękitnymi to spotkanie z drugiej wiosennej kolejki gdy w Polsce panował lockdown. Patrząc na tabelę jest to niezwykle ważny dla obu drużyn mecz. Jeszcze tydzień temu powiedzielibyśmy, że kto wygra prawdopodobnie będzie wicemistrzem ligi, ale po niespodziewanej porażce Włókniarza w Smardzewie z Czarnymi obie drużyny nieśmiało zaczęły spoglądać w stronę lidera. Widać klub ze Zgierza jest do ugryzienia, a terminarz ma do końca rozgrywek bardzo ciężki. Być może jeszcze nie wszystko stracone....

Tak czy inaczej mecz z Błękitnymi trzeba wygrać. I to z kilku powodów. Po pierwsze trzeba udowodnić rywalowi, że jesteśmy drużyną lepszą i wygrana z jesieni nie była dziełem przypadku. Po drugie zwycięstwo raczej przypieczętuje co najmniej wicemistrzostwo ligi. A ta pozycja może dać w przypadku kilku pozytywnych rozstrzygnięć grę w barażach o klasę okręgową. Po trzecie trzeba myśleć o kolejnym sezonie i cementować grę zespołu, a wygrana w tak prestiżowych zawodach może dać przysłowiowego kopa na kolejne miesiące do ciężkiej pracy. I po czwarte nie można zapominać o swoich kibicach, którzy pewnie znów tłumnie zawitają na meczu swoich ulubieńców. LZS wyczerpał limit porażek w rundzie na własnym boisku na spotkaniu z Włókniarzem. A Justynów nie zwykł przegrywać na swoim obiekcie. Piłkarze śmiało i bez zająknięcia wypowiadają się na temat meczu z Błękitnymi. Interesuje ich tylko zwycięstwo. Trzeba jednak przyznać, że o trzy punkty nie będzie tak łatwo jak w spotkaniach ze Strugą czy Milanem. Rywal od kilku lat uchodzi za jednego z najlepszych zespołów w Serie A. Przez parę sezonów nawet miał "wykupiony abonament" na wygrywanie z Justynowem co niezwykle irytowało kibiców i samych piłkarzy. Odmieniło się to w wrześniu 2020 roku gdy LZS pokonał Błękitnych 1:0, w dodatku na ich obiekcie. Złotą bramkę strzelił wtedy Patryk Kiński z karnego. Mecz był bardzo emocjonujący. Całą drugą połowę graliśmy w osłabieniu po czerwonej kartce dla Pawła Worotnickiego w końcówce pierwszej części meczu, a mimo to piłkarze wykazali niezwykły hart ducha. Nie dopuściliśmy rywala pod własne pole karne, nie pozwoliliśmy rozwinąć skrzydeł. Całkowicie ograniczyliśmy możliwość rozgrywania piłki w środku pola. Tamten mecz wygraliśmy ambicją, wolą walki i zaangażowaniem. Każdy zawodnik oddał wszystko co miał najlepszego i jeszcze drugie tyle z wątroby. Porażka z LZS dla naszego rywala była jak dotąd jedyną na własnym boisku. Znacznie gorzej piłkarze z Dmosina spisują się na wyjazdach. Z siedmiu rozegranych meczów aż z trzech wracali na tarczy. W meczach ze Strugą i Borutą przegrywali minimalnie po 2:1, ale w Zgierzu z Włókniarzem dostali srogie lanie 7:1. A w innym wiosennym meczu, w Gałkówku mimo, że wygrali 4:3 dali sobie wbić trzy gole w niecałe 10 minut. Piłkarze trenera Buchowicza w spotkaniu z Milanem zachwycili swoich kibiców zwłaszcza w ofensywie. Strzelonych zostało 7 goli, jeden piękniejszy od drugiego (bramki można obejrzeć na stronie lzsjustynow.pl razem z pomeczowymi wywiadami).

Gole padały z karnych, po strzałach lewą i prawą nogą, a trzy z nich przedniej urody głową. Justynów grał z rozmachem, ale szczególnie w pierwszej połowie zapomniał o obronie i rywal skrupulatnie to wykorzystał. Strata trzech goli z Milanem nie przystoi drużynie z czuba tabeli i trzeba wyciągnąć z tego właściwe wnioski. Być może do obrony wskoczy z powrotem Wiktor Wejman, który toczy wyścig z czasem by do pełni sprawności doprowadzić kontuzjowaną nogę. Na lewej obronie zadebiutował pierwszy raz od początku Kacper Ambrozik i zagrał dobre zawody. Nie dość, że skutecznie bronił to raz po raz wspomagał kolegów w ofensywie. Takie akcje podobają się szczególnie kibicom. Klasą samą dla siebie był w tym spotkanie Przemek Wilk, który strzelił trzy gole i zanotował dwie asysty. Czas by Wilu zaprezentował swe nietuzinkowe umiejętności w spotkaniu z rywalem z górnej półki. Na pewno drużyna i kibice bardzo na niego liczą. A gdy będzie pilnowany przez kilku rywali zrobi się miejsce dla innych. Dużą ochotę do gry przejawiają nasi skrzydłowi. Jak Grzesiu Kopeć czy Oskar Błaszczyk dostanę piłkę przed siebie to żaden obrońca ich nie dogoni. Bramki ostatni nie strzelił nasz snajper Jarek Bergiel, ale zaliczył piękną asystę. Gole za to strzelili rezerwowi Igor Jagodziński, Kacper Zieliński i Kamil Karpiński. Idealnie dla trenera, że to się tak rozkłada. Nie ma mocnych by coś w środę nie wpadło do siatki Błękitnych. Z drugiej strony trzeba będzie zwrócić szczególną uwagę na grę najlepszego strzelca Dmosina Mateusza Kwiatkowskiego, który od lat udowadnia, że jest klasowym lewoskrzydłowym. Ale nim i innymi zajmą się nasi obrońcy.

Mecz z Błękitnymi Dmosin w ŚRODĘ (nie w sobotę jak omyłkowo pojawiło się na plakatach) o godzinie 18:00. Kibiców serdecznie zapraszamy.

M.P.



Ostatni mecz
Biuletyn
Jeśli chciałbyś otrzymywać informacje na temat naszego klubu, pozostaw maila.