Włókniarz po prostu był lepszy.

2021-05-16
Michał
Piłka nożna
441
Na ten mecz czekaliśmy w Justynowie od dłuższego czasu. Wszyscy wiedzieliśmy, że od spotkania z Włókniarzem Zgierz będzie zależała nasza niedaleka przyszłość. To właśnie te zawody miały dać odpowiedź na pytanie czy sportowo jesteśmy gotowi na okręgówkę. Pewnie te same kwestie kotłowały się w głowie działaczy, trenerów i zawodników ze Zgierza. Chętnych niestety więcej niż wolnych miejsc. Dodatkowo z uwagi na liczbę punktów Włókniarz mógł pozwolić sobie na wpadkę, na ten „komfort” piłkarze LZS-u liczyć nie mogli. Porażka w tym meczu oznaczała z dużą dozą pewności, że najbliższy sezon znów będziemy występować w „Serie A”. Taktyka przygotowana na starcie z liderem była prosta. Za wszelką cenę trzeba było przeciwstawić się sile ofensywnej Włókniarza i liczyć na wyprowadzenie szybkich kontrataków. Środek pola został zagęszczony. Na własną prośbę zagrał rekonwalescent Kamil Gumel choć tak naprawdę w stu procentach nie był gotowy do gry. Jarka Bergiela mieli wspierać szybcy skrzydłowi i wchodzący ze środka Przemek Wilk. Michał Biernacki tym razem został oddelegowany do typowych zadań defensywnych. Pod nieobecność wykartkowanego Kacpra Szumickiego na środek obrony wskoczył Wiktor Wejman. Trener Włókniarza Łukasz Bartczak nie mógł skorzystać w meczu z Justynowem z Sebastiana Ceglarza. Na szpicy wyszedł skuteczny wiosną Jakub Raj, a na skrzydłach, które są domeną lidera wyszli Michał Szczepaniak i Norbert Szadkowski. Jakub Bistuła tym razem dostał zadania kierowania linią pomocy.

Mecz rozpoczął się od ataków gości. Dłużej utrzymywali się przy piłce i mozolnie zdobywali teren. Defensywa Justynowa spisywał się bez zarzutu więc licznie zebrana widownia była świadkiem partii szachów. Po 15 minutach bardzo dobry atak wyprowadzili gracze LZS-u. Kamil Gumel zagrał prostopadłe podanie do Grzegorza Kopcia, który klatką piersiową odegrał do wychodzącego na czystą pozycję Jarka Bergiela. Jaro naciskany przez obrońcę niestety posłał strzał nad poprzeczką. Szkoda bo losy meczu mogły się potoczyć pod dyktando gospodarzy. Po tej akcji Włókniarz wyprowadził dwa ataki, w których Piotr Gajewski musiał wykazać się bramkarskim kunsztem. W obydwu przypadkach po uderzeniach Raja i Bistuły udanie przeniósł piłkę nad poprzeczką. Gdy wydawało się, że na przerwę piłkarze zejdą przy wyniku 0:0 na strzał z 20 metra zdecydował się Jakub Milczarek. Piłka ku rozpaczy kibiców Justynowa wylądowała w samym okienku bramki. Najgorsze co może się zdarzyć to bramka do szatni. A jeszcze gorsze to szybka bramka po przerwie. Niestety w 52 minucie po rzucie rożnym Michał Sobczak wyprzedził Rafała Pankiewicza i ulokował piłkę w bramce Gajewskiego, finalizując dośrodkowanie celną główką. Po tym golu piłkarze Justynowa poczuli, że mecz im się wymyka. Włókniarz cofnął się i mądrze bronił dostępu do własnej bramki. Pomocnicy Justynowa nie mogli przedrzeć się przez szczelny mur zgierzan by dostarczyć piłkę do swoich napastników. Widząc to gospodarze szukali szczęścia w indywidualnych akcjach po skrzydle. W jednej z nich Kacper Ambrozik wymanewrował obronę rywala ale niestety zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału. Co gorsza z powodu kontuzji boisko musiał opuścić Adrian Rzepecki, który zmienił w przerwie Kamila Gumela. Minuty mijały, a miejscowi nie mogli znaleźć drogi do bramki strzeżonej przez Dariusz Słowińskiego. W 87 minucie Piotr Gajewski wygrał pojedynek sam na sam z napastnikiem Włókniarza, niestety ofiarnie interweniujący Sylwek Kurnatowski zagrał piłkę ręką we własnym polu karnym i sędzia wskazał na wapno. Do piłki podszedł niezawodny wiosną Kamil Gawęda i strzelił wysoko nad poprzeczką. Nie natchnęło to graczy Justynowa do huraganowych ataków i goście dowieźli dwubramkowe prowadzenie do końca meczu. Radość w obozie lidera była bardzo duża. Nie ma co się dziwić, gdyż zwycięstwo to kamień milowy do awansu do klasy okręgowej. Justynów by wygrać tą ligę musi liczyć, na trzykrotne potknięcie się zgierzan w 6 meczach, co wydaje się mało prawdopodobne. Gracze trenera Michał Buchowicza muszą teraz skupić się na walce o wicemistrzostwo, które być może da drogę do baraży. Niestety nie są one regulaminowo pewne więc pozostanie czekanie.

W sobotnim meczu wygrała drużyna lepsza. Włókniarz był skuteczniejszy, wykorzystał swoje okazje i mądrze bronił dostępu do swojej bramki. Gracze LZS-u byli po zawodach na siebie źli. Dobrze wiedzieli, że zawiedli szczególnie w ofensywie. Nie da się pokonać takiego rywal nie oddając celnego strzału na jego bramkę. Zabrakło pomysłu i konsekwencji w realizacji taktyki. Teraz trzeba szybko się pozbierać bo za tydzień mecz ze Strugą w Dobieszkowie. Mamy coś do udowodnienia tej drużynie, a piłkarze po sobotniej porażce będą chcieli jak najszybciej z powrotem wejść na zwycięską ścieżkę. Będą jeszcze emocje w tej lidze.

LZS Justynów – Włókniarz Zgierz 0:2 (0:1).

Bramki: Milczarek 45’, Sobczak 52’.

LZS Justynów: Gajewski – Filipiak, Pankiewicz, Wejman, Kurnatowski, Błaszczyk (71’ Ambrozik), Biernacki, Gumel (45’ Rzepecki (60’ Bartosik)), Wilk, Kopeć (88’ Ratajczyk), Bergiel (80’ Jagodziński).

Włókniarz: Sławiński – J. Kaczuk, Gławęda, Stokłosa, Augustyniak, Szadkowski (81’ Kiecana), Bistuła, Sobczak (74’ D. Kaczuk), Szczepaniak (74’ Nowak), Milczarek (77’ Olesiński), Raj (63’ Urbanowicz).

M.P.



Ostatni mecz
Biuletyn
Jeśli chciałbyś otrzymywać informacje na temat naszego klubu, pozostaw maila.